Dodaj wpis
Mój mąż jest DDA
Dodał: Olivia1 2010-02-08 14:05


Żadna z naszych bohaterek nie wiedziała, że pokochała Dorosłe Dziecko Alkoholika. Długo nie rozumiały, dlaczego ich partnerzy uciekają przed bliskością, boją się okazywać uczucia. Żyją jakby w swoim świecie.

Magda, dziewczyna Tomka: Najczęstszym jego powiedzeniem jest „nie wiem”. Nie wie, co czuje, co myśli, czego chce. Marzę, żeby on wreszcie zaczął czuć. By przestał być fantomem.

Klaudia, żona Piotra: Jest jak duże dziecko. Trzeba mu wyprasować koszulę, kazać pozmywać, błagać o wyniesienie śmieci, przypomnieć o urodzinach mamy, poinstruować, jak ma z kim rozmawiać. Chciałabym nie martwić się o to, czy rachunki są na pewno zapłacone, czy w lodówce jest coś na obiad. Chciałabym mieć w domu faceta z krwi i kości, a nie nieporadne dziecko do niańczenia.

Magda: Jest nieodpowiedzialny. Pewnego dnia oznajmił, że rzuca pracę, bo ma ochotę jechać na wakacje.

Klaudia: Kiedyś kupiłam mu w prezencie kalendarz, w którym wynotowałam wszystkie daty i wydarzenia na cały rok, o których powinien pamiętać, łącznie z informacjami typu: „Dziś zabierz swoją żonę na zakupy” czy „Pewnie jest ładna pogoda, może wybierzesz się z żoną i psem nad jezioro” itp. Chciałam zmotywować go do działania. On nigdy nie podejmuje inicjatywy. Wszelkie
kolacyjki przy świecach organizuję ja, wspólne prysznice wieczorem – ja, obiad, oglądanie filmu – też ja. Chwilami nie mam już siły. Też chciałabym, aby ktoś mnie motywował, opiekował się mną, pomagał. Pragnę, aby on zwracał na mnie większą uwagę. Czuję się naprawdę fatalnie, kiedy muszę o to żebrać.

Magda: Żyję jak na huśtawce. Jednego dnia kupuje mi róże i jest w stanie euforii, drugiego nie chce ze mną rozmawiać. Zamyka się, nie odzywa kilka godzin.

Karina, narzeczona Kuby: Nietrudno wyprowadzić go z równowagi. Jak się wkurzy, to nie jest taka zwykła złość. Wścieka się. Czasami może pójść o zwykłą drobnostkę, na przykład o to, kto miał kupić mleko.

Magda:Kiedyś podczas wizyty w swoim rodzinnym domu strasznie się zdenerwował. Zaczął płakać, połamał dwa krzesła. Wtedy dotarło do mnie, ile ma w sobie bólu. I zrozumiałam to określenie: dorosłe dziecko.



Ukryte emocje
Karina: Jaką jesteśmy parą? Fajną. Dla kogoś z zewnątrz na pewno bardzo zakochaną i ułożoną. Kiedy komuś opowiadam, co się czasem u nas dzieje, nie chce uwierzyć.

Magda: Powiedziałabym, że to jest taka bliskość z daleka. Wiem, że jakbym mu powiedziała: „Jest cudownie”, następnego dnia on na jakiś czas by zniknął. Lepiej zrobić krok w tył, niż go gonić, bo wtedy ucieka.

Klaudia: Nie potrafi wyrażać i okazywać uczuć. Tłumaczę mu, że trzeba. Mówię o moich wrażeniach, przeżyciach, emocjach. On uważnie słucha i stara się mówić o sobie. Pracujemy nad tym.

Karina: Wie, co go w moim zachowaniu zezłościło, ale nie potrafi powiedzieć, co czuje i dlaczego jest taki oburzony.

Klaudia: Żyje w swoim świecie. Czasami boję się, że nigdy się nie dowiem, co to za świat i co się tam dzieje. Muszę wyciągać z niego różne informacje. Czasem trzeba nim potrząsnąć jak puszką napoju, żeby się wreszcie obudził.

Niska samoocena
Klaudia: Jest z zamiłowania fotografem. Robi rewelacyjne zdjęcia. Kilka osób prosiło go już o fotografie na zamówienie, parę zdjęć wisi oprawionych u mojej matki w salonie. Od lat namawiamy go na jakieś kursy, szkołę fotograficzną, zorganizowanie wystawy. Ale nie chce. Uważa, że to, co robi, do niczego się nie nadaje, jest przecież mnóstwo takich ludzi jak on i na pewno nie ma szans się wybić...

Karina: Muszę bez przerwy go zapewniać, że go kocham, bo uważa siebie za mało atrakcyjnego. Myśli, że go rzucę.

Klaudia: Gdy mam ochotę wyjść z kolegą na piwo, wcześniej długo z mężem rozmawiam, by nie miał podejrzeń. Tłumaczę mu jak dziecku, po co się spotykamy, powtarzam, że to tylko kolega.

Magda: Jest zazdrosny. Kiedy dostaję od kogoś późno SMS-a, zaczyna krzyczeć, wyrywa telefon. Gdy nie może się do mnie dodzwonić, denerwuje się. Często słyszę: „Na pewno mnie zostawisz i kogoś sobie znajdziesz”. Niby mówi to żartem, ale mam wrażenie, że ciągle żyje w stresie, że mu wywinę jakiś numer.

Klaudia: Na początku naszego związku kiedy szliśmy do łóżka, bacznie mnie obserwował. Niemal cały czas byliśmy twarzą w twarz. Patrzył na mnie. Jeśli zauważał jakiś grymas, od razu pytał o powód. Czułam się z tym dziwnie. Jak pod lupą.

Bez taryfy ulgowej
Magda: Brzydzi się słabością. Twierdzi, że zawsze trzeba być silnym i absolutnie nie wolno pokazywać, że nie umie sobie z czymś poradzić.

Karina: Stawia sobie bardzo wysoko poprzeczkę i nigdy nie uznaje taryfy ulgowej. Kiedy mówię mu, żeby nie przesadzał i odpoczął, stwierdza, że nie może sobie na to pozwolić.

Magda: Nie potrafi się wyluzować. Kiedy spotykamy się z kimś wygadanym, boi się odezwać. Zachowuje się jak mruk.

Karina: Nie tańczy. Nie lubi poznawać ludzi, bo nie umie się przy nich otworzyć.

Magda: Mamy problem z seksem. Na początku było OK. Potem kochaliśmy się coraz rzadziej. Teraz w ogóle ze sobą nie współżyjemy, on tego unika. Kiedy poszliśmy razem do seksuologa, usłyszeliśmy, że ...Tomek powinien „popracować” nad swoim dzieciństwem. Ma bardzo mało przyjaciół. Gdy zaczęliśmy się spotykać, szybko zorientowałam się, że on jest strasznie samotnym człowiekiem, a jego relacje z kolegami są bardzo powierzchowne.

Ucieczka przed bliskością
Klaudia: Kto zainicjował ten związek? Oczywiście, że ja. On nigdy nie zrobiłby pierwszego kroku. Na początku był strach i niepewność. Piotr nie wiedział, co robić. Chodził zmieszany, mówił, że mnie kocha, ale związek to zobowiązanie, a on nie jest gotowy. I nie może mi nic obiecać, bo sam nie wie, czego chce, że się pogubił i potrzebuje czasu. Ciężko mi było go zrozumieć.

Magda: Początek był bez euforii. Nie tak jak zwykle, kiedy coś się zaczyna dziać między dwojgiem ludzi. Mówił do mnie: „A może nie widujmy się codziennie, tylko co drugi dzień?”. Mówił niby, że chce ze mną być, ale bez zobowiązań, i …że nie będę z nim szczęśliwa. To ja pierwsza wyszłam z inicjatywą, zaproponowałam też kolejne spotkanie. Początkowo na randkach przez kilka godzin nie mówił ani słowa.

Karina: Jak tylko zaczęliśmy się spotykać, od razu powiedział, że mnie kocha i weźmiemy ślub. Trochę mnie to martwiło, bo było o wiele za wcześnie na takie deklaracje. Wydaje mi się, że tęsknił wtedy za miłością i za bliskością. Był szczęśliwy, że mnie spotkał. Bardzo mu zależało.

Magda: Musiałam go długo oswajać, jak jakieś zwierzątko. Przekonywać, że nic złego mu się nie stanie, przecież nie zabiorę mu jego wolności. Bał się nazwać po imieniu to wszystko, co się między nami działo. Słowa: „związek”, „miłość” nie przechodziły mu przez gardło. To ja pierwsza powiedziałam, że go kocham.

Związek jak szkoła
Klaudia:Kiedy zamieszkaliśmy razem, okazało się, że on nie jest gotowy do samodzielnego życia. Mieszkając u matki, nie pracował, tylko oddawał się swoim pasjom: robił zdjęcia, jeździł na rowerze. Zero obowiązków. Musiałam nauczyć go życia. Cały czas to robię. Nie wiedział, że śmieci trzeba wynosić regularnie, po posiłku się zmywa, a lodówkę i piekarnik też trzeba czasem
umyć. Albo że siedząc z kimś przy stole, wypada rozmawiać. Kiedy moi rodzice go poznali, stwierdzili: „Fajny chłopak, tylko dlaczego nie wie, z kim najpierw się przywitać, dlaczego nie mówi »Dzień dobry«, tylko bąka coś pod nosem, dlaczego nie przepuszcza kobiet w drzwiach?”.
Potrzebowałam czasu, aby zrozumieć, że to nie złośliwość, tylko niewiedza. Dla niego nasz
związek jest szkołą, a ja nauczycielem. Ta rola nie zawsze mi odpowiada, bo nie jestem wszechwiedząca i nie lubię pełnić roli mentora. Ciągle prowadzę go za rękę. Jak czegoś się
nauczy, chwalę go, mówię, jaka jestem z niego dumna. Motywuję do kolejnych kroków. Mam 23 lata, a przy nim czuję się jak dojrzała kobieta.

Strach przed przeszłością
Magda: Jest bardzo związany ze swoją matką alkoholiczką. Boi się o nią, opiekuje się. Jak ona
pije i znika na kilka dni, szuka jej po mieście. Codziennie ją odwiedza, o wszystkim mówi.

Klaudia: Jak zaczęliśmy się spotykać, zdziwiły mnie jego telefony do mamusi: gdzie idzie, z kim i po co, o której wróci. Potem mieszkaliśmy u jego matki i przekonałam się, jak bardzo jest do niej przywiązany. Konsultował z nią każdą decyzję.

Karina: Kiedy nadeszła „godzina zero” i miał opuścić swój rodzinny dom, był strasznie spięty.
Myślę, że bał się samodzielności. Kiedy zamieszkaliśmy razem, ciągle się kłóciliśmy. W końcu wyprowadziłam się i to nakłoniło go do terapii.

Klaudia: Staram się, aby moje kontakty z jego matką alkoholiczką były poprawne. Odwiedzamy ją, choć nie lubię jej mieszkania, jest zaniedbane i brudne. Nie znoszę też sytuacji, kiedy – jak w ostatnią niedzielę – otworzyła nam drzwi i od progu było czuć od niej alkohol. Obijała się o meble, plątały jej się nogi. Szybko wyszliśmy. Potem dzwoniła i przepraszała. Co miałam powiedzieć? Przyjęłam jej przeprosiny.

Magda: Czy on nadużywa alkoholu? Nie. Kiedy ja wypiję piwo, wścieka się, jest przerażony. Chyba przypominam mu wtedy matkę.

Karina: Nie boję się, że będzie taki, jak jego ojciec alkoholik. Ma do ojca żal. Zawsze podkreśla,
że nie chce być taki, jak on.

Pierwszy krok
Karina: To, że mój narzeczony jest DDA, odkryłam ja. Po dwóch latach, kiedy miałam już wszystkiego dosyć, postanowiłam znaleźć podłoże naszych problemów. Poszperałam w internecie i bardzo szybko znalazłam odpowiedź. Wręczyłam Kubie listę cech DDA. Spojrzał na mnie i zapytał, czy postanowiłam go opisać. Większość cech się zgadzała. Oboje odetchnęliśmy z ulgą, już nie musieliśmy walczyć z wiatrakami. Niedługo potem rozpoczął terapię.

Klaudia: Skąd wiem, że ma syndrom DDA? Musiałam sama do tego dojść. Czytałam książki, dyskutowałam na forach internetowych, kupowałam „Charaktery”. Delikatnie zaczęłam wprowadzać ten temat do naszych rozmów. To ja wykręciłam numer do terapeuty. Kiedy poprosiłam Piotra, żeby sam zadzwonił, wziął telefon do ręki i przez dziesięć minut obracał go w dłoniach. Wpisywał numer i kasował. W końcu go ponagliłam. No i się zdenerwował. Mówił, że woli tam pojechać osobiście, że może jutro, a właściwie dzwonić nie chce, bo nie wie, co ma powiedzieć. W końcu ja zadzwoniłam. Zapytałam, czy można umówić męża na pierwsze spotkanie. Następnego dnia pojechał i wrócił bardzo zadowolony. Obiecał, że teraz będzie nad sobą pracował.

Magda:Poszłam do psychologa spytać się, jak mam postępować z partnerem, który ma syndrom DDA. Potem powiedziałam Tomkowi, że powinien się leczyć, i namówiłam jego rodziców, aby pomogli mu sfinansować terapię. Zaczynał kilka i żadnej nie dokończył. Cały czas próbuje.

Gotowy na rozmowę
Klaudia: Dzięki temu, że jestem świadoma syndromu DDA, łatwiej mi żyć w takim związku. Wiem więcej, rozumiem pewne mechanizmy. Myślę, że dzięki mojej manii czytania o DDA udaje nam się ten związek jakoś utrzymać. Jestem przekonana, że to droga do przejścia. Trzeba tylko uzbroić się w cierpliwość. Kiedy nic nie wiedziałam o DDA i nie mogłam do Piotra dotrzeć, czułam się bezsilna i potwornie nieszczęśliwa. Nie wiedziałam, co robić. Nie rozumiałam, dlaczego on nie jest gotowy na rozmowę. Dlaczego udaje, że problemu nie ma albo od niego ucieka. Teraz już nie naciskam, tylko cierpliwie czekam, aż sam się wygada.

Magda: Kiedy jeszcze nie wiedziałam, co to jest DDA, matkowałam mu. Mówiłam: „Masz zrobić to albo tamto”. Gdy nie mógł wstać, bo często ucieka przed problemami w sen, budziłam go rano do pracy. Teraz nie zachowuję się jak jego mamusia. Nie dominuję nad nim i nie traktuję go jak chorego, biednego, słabego.

Karina:Co zyskaliśmy dzięki terapii? Wreszcie rozmawiamy ze sobą. Kiedyś po kłótni nie odzywaliśmy się do siebie bardzo długo, teraz znacznie szybciej się godzimy. Dyskutujemy o tym, co się wydarzyło i dlaczego. Mamy w sobie dużo więcej cierpliwości.

Magda: Wcześniej wszystko analizowałam, przejmowałam się tym, płakałam, walczyłam, by nam się układało. Dziś mam do tego dystans i jest mniej cierpienia.

Podobny do mojego ojca
Klaudia: Nie wiem, dlaczego wybrałam sobie takiego partnera na męża. Pochodzę z tak zwanej normalnej rodziny. Żadna patologia. Może dlatego, że Piotr przypomina mi trochę mojego ojca? Obaj są zamknięci w sobie, jakby zawsze nieobecni.

Karina: Zawsze ciągnęło mnie do nieśmiałych mężczyzn, a on właśnie taki jest. W mojej dobrze sytuowanej rodzinie nie było problemu alkoholowego, choć nie należała do idealnych. Ojciec stał zawsze z boku. Mama zajmowała się wychowywaniem dzieci i sprawowała rządy twardej ręki. Może dlatego wybrałam takiego partnera? Myślę, że kobiety ze szczęśliwych rodzin w związki z DDA nie wchodzą.

Magda:Wychowywałam się bez ojca, moi rodzice się rozwiedli. A ja zawsze lubiłam trudnych chłopaków.

Jak wyzwanie
Klaudia: Kocham męża za to, że jest. I jaki jest. Bo poza wszelkimi „dysfunkcjami” jest dobrym
człowiekiem. Uwielbiam, gdy co wieczór kładzie się obok, przytula i czeka, aż zasnę. To moment, kiedy czuję się bezgranicznie szczęśliwa.

Karina: Lubię wyzwania. Niedawno uwierzyłam, że coś z tego związku będzie. Jesteśmy razem
od 4 lat, a dopiero od sześciu miesięcy nam się układa.

Magda:Fakt, że on boi się słowa „zobowiązanie”, traktuję jako coś dziecinnego, wiem, że to jest jakaś jego ułomność. Kocham go. On mnie też. Liczą się uczucia, emocje, właśnie one są najważniejsze.

Klaudia: Kiedy widzę, jak uczy się życia ze mną, dodaje mi to wiary, że w końcu uda się nam żyć bez piętna DDA. Chciałabym, żeby wreszcie dorósł, aby sam podejmował decyzje, wychodził
pierwszy z inicjatywą, aby mnie zaskakiwał. Uwierzył w siebie. Poza tym nic bym nie zmieniła. Cieszę się, że wyszłam za niego za mąż. Jeszcze tylko nie wiem, czy chcę mieć dziecko. Na razie drugie w domu do szczęścia nam niepotrzebne.

Magda: Kocham go. Chciałabym tylko, by skończył terapię i zostawił ten swój „bagaż” w gabinecie.

Cała prawda o DDA
(wg Janet G. Woititz, autorki książki „Dorosłe dzieci alkoholików” )

Dorosłe dzieci alkoholików:
■to osoby, dla których naturalne zachowania nie zawsze są oczywiste;
■mają trudności z przeprowadzeniem swoich planów od początku do końca;
■kłamią, chociaż w wielu sytuacjach łatwiej byłoby powiedzieć prawdę;
■mają zaniżoną samoocenę;
■nie potrafią się bawić, przeżywać radości;
■traktują siebie bardzo serio;
■niełatwo nawiązują kontakty;
■przesadnie reagują na zmiany, szczególnie na te, nad którymi nie mają kontroli;
■ciągle potrzebują uznania i potwierdzania swojej wartości;
■uważają, że różnią się od innych;
■są osobami nadmiernie odpowiedzialnymi albo przeciwnie, bardzo nieodpowiedzialnymi;
■są lojalne do bólu, nawet w obliczu dowodów, że druga strona na to nie zasługuje;
■to ludzie impulsywni.

Mają tendencję do poddawania się biegowi wydarzeń bez rozważenia ich konsekwencji. Impulsywność powoduje, że czują się zagubieni, tracą poczucie kontroli nad otoczeniem. Potem zużywają nadmierną ilość energii na „sprzątanie” tego bałaganu.

NASZ EKSPERT
Ewa Klepacka-Gryz psycholog
Alkoholizm to choroba emocji. Rodziny, w których nadużywano alkoholu, mają problemy z wyrażaniem, przeżywaniem i kontrolowaniem emocji. DDA wkraczają w życie z zamrożonymi sercami – nie oczekują zbyt wiele od świata, same nie są w stanie wiele dać i nadal czują się odpowiedzialne za swoich rodziców i ich problemy. Terapia stwarza możliwość przeżycia w bezpiecznych warunkach traum z dzieciństwa i rozpoczęcia świadomie dorosłego życia.

Tekst: Anna Kamińska
Imiona bohaterów zostały zmienione.






Dodaj do:  Wykop.plWykop FacebookFacebook BlipBlip FlakerFlaker Śledzik
   Odsłon: 356
Oceń: 5.0 (1 głos)
Tagi: zwiazek   dorosle   dziecki   alkoholikow  


KOMENTARZE (0) dodaj komentarz
PRZEGLĄDAJ
Najnowsze
Najpopularniejsze
Najwyżej oceniane
Najczęściej komentowane

KATEGORIA
Wszystkie
Moda
Zdrowie
Podróże i lifstyle
Kultura
Dom Porady
Kuchnia
Uroda
Polecane
Wasze przepisy
Targ sąsiedzki
Aktualności
Psychologia
Kontakt
NBP
Prawo
Amelia
Valera

PODOBNE WPISY  
Dodał: Olivia1 2010-02-15 16:35
Jak zwykle nic nie rozumiesz...
Czasem tak trudno dojść do porozumienia z partnerem, że masz wrażenie, jakbyście ty i on mówili innymi językami. O to, w jaki sposób dogadać się z mężczyzną, zapytaliśmy specjalistę od... mediacji.

Dodał: Olivia1 2010-01-16 16:03
ZOSTAĆ CZY SIĘ ROZSTAĆ
Kiedyś łączyło was uczucie. Dziś już chyba nie. Nie chcesz przegapić drugiej szansy na związek, uwiązana do kogoś, kogo nie kochasz. Ale kiedy wspominasz dawne czasy, zaczynasz zastanawiać się, czy to aby na pewno koniec... Czy odchodząc, nie popełnisz największego wżyciu błędu...

Dodał: Olivia1 2010-01-13 15:17
Wszystkie imiona kochania
Miłość zmienia się zczasem – odmotyli wżołądku, przez zauroczenie, związek przyjacielski. Ale kochać też można różnie. Wzależności odetapu znajomości, charakteru irzeczywistego zaangażowania. Dlatego dobrze jest czasem rozebrać miłość naczynniki pierwsze. Żeby wiedzieć, jakiego składnika może wniej brakować.

Dodał: Olivia1 2009-12-09 13:49
Flirt dobry dla związku?
Jesteśmy nowocześni, nie wiążemy się z partnerem kajdanami. Cóż złego w tym, że trochę poflirtujemy? To odświeża związek. Tak, ale tylko jeśli... jesteś kobietą!

Dodał: Olivia1 2009-12-08 15:57
6 rzeczy, których nie należy oczekiwać od mężczyzny
Nawet najwspanialszy mężczyzna nie spełni wszystkich twoich oczekiwań. I wcale nie dlatego, że nie chce. Po prostu on myśli i czuje inaczej niż ty, co innego jest dla niego ważne. Jeśli to zaakceptujesz, obojgu wam będzie się łatwiej porozumieć. I unikniesz niepotrzebnych rozczarowań.