Nie zawsze prosta droga do macierzyństwa Dodał: Olivia1 2010-02-16 17:14
Poronienia nie da się ot tak wymazać z pamięci. Ale ono nie musi wiecznie boleć. Można zostać potem szczęśliwą matką, a nawet dostrzec sens w tym, co się wcześniej stało.
Kasia często podchodzi wieczorem do łóżeczek swoich dwóch synków. patrzy na młodszego, Kajtusia, jak spokojnie oddycha przez sen. Na jego zamknięte oczka, maleńkie piąstki. Jakoś nigdy nie za dużo dla niej tego widoku. Cicho mówi: „Dziękuję, że jesteś”. Mąż udaje, że się na nią złości: „Zepsujesz go!”. Dla Agaty czteroletni Artur i dwuletnia Beatka to cały świat. Uwielbia się z nimi bawić. Bycie mamą to jej pasja. Koleżanki dziwią się, jaka jest cierpliwa. Jednak mało kto wie, że jeszcze pięć, sześć lat temu na widok placu zabaw i biegających dzieci Agata potrafiła wybuchnąć płaczem.
Basia bawi się z malutkim Jaromirkiem na podłodze. Patrzy na ścianę ze zdjęciami. O, to jego zdjęcie. Obok – Christopha z Afryki, którym opiekują się w ramach programu Adopcja Serca. Stoi też fotografia odwróconego tyłem dziecka, któremu u ramion wyrastają skrzydełka. Gdyby zapytać Jaromira, kto to, nie zawahałby się z odpowiedzią ani przez chwilę. To mały braciszek, który jest aniołkiem. Nigdy się nie urodził.
Kasia straciła dwie ciąże. Agata też dwie – potem pojawili się na świecie Artur i Beatka. Basia poroniła raz, pierwszą ciążę.
 Przykro mi, ciąża obumarła Każdego roku do szpitali zgłasza się 40 tysięcy pacjentek, u których obumarła ciąża lub rozpoczęło się samoistne poronienie. Mimo to chyba żadnej kobiecie w ciąży przez myśl nie przemknie, że i ją może to spotkać. Basia, zawsze okaz zdrowia, uważała, że ciąże tracą kobiety chore. Agacie kojarzyło się to z alkoholizmem, narkotykami, patologią społeczną. Myślały: „Ja? Nie! Mnie się coś takiego nie może przytrafić”.
Objawy są zazwyczaj bardzo podobne. Jest plamienie, lekarze uspokajają. Potem USG – doktor odkrywa, że serce nie bije. I komunikuje: „Ciąża jest martwa”.
– Miałam nadzieję, że to tylko takie nazewnictwo, że nie oznacza śmierci. Ale, niestety, oznaczało – przyznaje Agata. Ona i tak miała sporo szczęścia: lekarz, który prowadził badanie, powiedział, że mu przykro, i dodał, że w pierwszym trymestrze kobiety często tracą swoje dzieciątko... Tak właśnie powiedział: „Dzieciątko”. Nie: „Płód”. Nie: „To”. Bo dla kobiety, która jest przy nadziei, jest oczywiste, że w brzuchu nosi dziecko. Najczęściej ma już wybrane imię. W domu, w szafach, leżą poukładane kaftaniki, śpioszki, na półkach czekają zabawki. Znajomi, rodzina, wszyscy zawiadomieni, że „będziemy mieli dzidziusia”. Są plany na przyszłość, marzenia o tym, jak on czy ona będzie wyglądać. I to wszystko traci się w ciągu kilkunastu sekund: gdy pada diagnoza.
Kasi powiedziano wtedy, żeby nie płakała, bo zdąży sobie jeszcze dzieci narobić. Basia w ogóle nie zdawała sobie sprawy, że przyjęto ją do szpitala na zabieg łyżeczkowania. Lekarz unikał jej wzroku, wyszedł, a ona przecież nie mogła wstać z łóżka i biec za nim po korytarzach. Położna zbywała ją zdawkowym: „Cierpliwości, lekarz zaraz z panią pomówi”. Basia czekała więc spokojnie.
– Położna w końcu przyszła i zapytała, czy coś piłam albo jadłam. Powiedziałam, że nie. Usłyszałam, że to dobrze i mam nie pić ani nie jeść – wspomina. – Dzisiaj już wiem, że chodziło o późniejsze znieczulenie. Ale wtedy sądziłam, iż nie mogę pić, bo zaszkodzę dziecku. A ja tak strasznie byłam spragniona... Żeby choćby mały łyk wody, ale nie, bo przecież dziecko. Męczyłam się do rana. Przed południem pojawił się lekarz i prawie beztrosko zagaił: „I jak tam, poroniła pani już czy jeszcze nie? Jak to, nikt pani nie powiedział? Przecież ciąża jest martwa!”. Basi nawet dzisiaj łamie się głos, gdy o tym opowiada. Po ponad dwóch latach.
| Dodaj do: |
 | Wykop |
 | Facebook |
 | Blip |
 | Flaker |
| Śledzik |
|
Odsłon: 648 |
|
|
|
|
|