ZOSTAĆ CZY SIĘ ROZSTAĆ Dodał: Olivia1 2010-01-16 16:03
Kiedyś łączyło was uczucie. Dziś już chyba nie. Nie chcesz przegapić drugiej szansy na związek, uwiązana do kogoś, kogo nie kochasz. Ale kiedy wspominasz dawne czasy, zaczynasz zastanawiać się, czy to aby na pewno koniec... Czy odchodząc, nie popełnisz największego wżyciu błędu...
Im dłużej trwa związek, tym trudniej jest zdecydować się na rozstanie. Oznacza ono nie tylko rezygnację z partnera, z tej miłości. To trochę tak, jakby wyrzuciło się na śmietnik wszystkie przeżyte razem lata, wszystkie złe i dobre chwile, wszystko to, co razem, jako para, wypracowaliśmy. Nikt nie wyrzuca lekką ręką kilku, kilkunastu, nie mówiąc już o kilkudziesięciu latach. Mariola i Kasia, nasze bohaterki, doskonale o tym wiedziały. One podjęły już decyzje – choć zupełnie różne. Dlaczego?
Mariola (30) Nie wyobrażałam sobie życia bez niego Marek i Mariola, Mariola i Marek – byli nierozłączni od drugiej klasy liceum. Stare dobre małżeństwo – tak onich mówili znajomi i rodzina. Był piękny ślub, morze prezentów. Miał być dom i całe stado dzieci. Ale najpierw – jak zgodnie uznali – trzeba na to wszystko zarobić.
„Z rozpędu skończyłam studia, potem drugie. Nawet się nie obejrzałam, a już byłam szefem niewielkiego działu. Super! W tym czasie Marek, po technikum rolniczym, próbował kolejnych biznesów. Bezskutecznie” – w głosie Marioli nawet dziś słychać gorycz. Gdy zdecydowali się kupić niewielkie mieszkanie, okazało się, że do wymaganego przez bank wkładu własnego brakuje im dobrych kilkunastu tysięcy. I wtedy na scenę małżeńskiego dramatu wkroczyła trzecia postać. Jej kolega z pracy, dyrektor handlowy na całą Polskę. Nie podlegała mu, alewidywali się często. I bardzo się lubili. Norbert zaproponował, że brakującą sumę pożyczy. Bez zbędnych ceregieli. No i nie będzie to dla niego wcale taki wydatek.
„Nie wiem, co ubodło Marka bardziej. To, że bierzemy pieniądze od obcego faceta, czy to, że ten facet może wyłożyć taką kasę ot tak, z dnia na dzień. W każdym razie cała ta historia poszła mu bardzo na ambicję. I gdy podpisaliśmy akt notarialny, przenieśliśmy nasze rzeczy w pudłach do wymarzonego M, oświadczył mi, że... wyjeżdża do Hiszpanii. Do pracy na plantacji oliwek. Że załatwiał to od jakiegoś czasu, będzie dobrze zarabiał. Będzie przysyłał mi na ratę kredytową i jeszcze coś odłożymy. Zostawił mnie z całym tym bajzlem, remontem i sobie pojechał!” – przeżywa Mariola.
Marek rzeczywiście co miesiąc przysyłał sumkę jak na polskie warunki okrągłą. Ale Mariola była sama. Potrzebowała ciągle pomocy: przy przewiezieniu kafelków do łazienki, nowego zlewu do kuchni. Wreszcie – nowego łóżka, w poręcznej paczce. Do złożenia.
„To jakaś parodia, ale moje małżeńskie łoże pomagał mi składać Norbert. Nie, tak banalnie nie było – nie poszłam z nim do łóżka. Nie podobał mi się fizycznie, więc nie miałam nawet wielkiej pokusy. Nie mój typ – w przeciwieństwie do Marka. No i nie kochałam go. A Marka, kiedyś, bardzo. Ale gdy był daleko, to uczucie ciągle stygło. Pojawiły się takie myśli: a jak wyglądałoby moje życie, gdybym miała innego faceta, powiedzmy... takiego Norberta? Kogoś, kto potrafi się w życiu ustawić. Naprawdę, ciągła szarpanina o pieniądze może zabić każdy związek. A co dopiero taki na odległość”.
Zanim po roku wędrowania po plantacjach i zakładach przetwórstwa Galicji i Katalonii Marek wrócił, Mariola była już prawie zdecydowana na rozstanie. Wiedziała, że Norbert ją kocha, bo zdążył przez ten czas wyznać jej miłość trzykrotnie. „Myślę, że gdybym była zakochana, cała ta historia skończyłaby się bardzo szybko w sądzie. Sytuacja była jednak inna. Miałam męża: mężczyznę, za którym kiedyś szalałam, i wciąż znajdowałam w sobie okruchy tej dawnej fascynacji. Jeśli raz się kogoś tak kocha i pożąda, to to w człowieku zostaje. Potem wystarczy słowo, gest, zdjęcie, które przypomni te najlepsze chwile i znowu czujesz takie ciepło w brzuchu i w sercu. Patrzyłam na Marka i zastanawiałam się, czy naprawdę mogę z niego zrezygnować.
Czasami wydawało mi się, że mogłabym, natychmiast. Ale wtedy zadawałam sobie inne pytanie: czy mogłabym już nigdy więcej go nie zobaczyć, nie dotknąć... Miarą miłości nie jest chyba to, jak za kimś szalejesz w danej chwili, ale to, czy jesteś w stanie wyobrazić sobie całe swoje długie życie bez tej osoby”.
Mariola sobie nie wyobrażała. Została z Markiem. Ich córeczka ma teraz trzy lata. A Norbert? To jest w tym wszystkim najzabawniejsze. Jest nadal ich przyjacielem. Marek nie domyślił się nigdy, jak blisko było do rozwodu. A może... po prostu nie dał tego po sobie poznać?
Kasia (38) Mam nadzieję, że spotka mnie jeszcze coś fajnego Jej córka Julka szuka w lodówce jogurtu. Kasia chciałaby wyjąć puszkę z herbatą, ale musi poczekać, aż Julka skończy przegląd półek. „Nie moja wina, że mieszkamy w takiej klicie!” – wścieka się Jula i trzaska drzwiami. Kasia wzdycha i widać, że ma poczucie winy. Za to, że w kuchni dwie osoby muszą się mijać na wdechu. Że mieszkają w takiej klicie. W końcu mieli kiedyś komfortowe mieszkanie – wtedy, gdy byli jeszcze rodziną. Kasia, jej mąż Stefan, Julka i jej brat Franek.
„Kiedy nam się to małżeństwo rozpadło? Ja sama zadaję sobie to pytanie. To niesamowite, że można nie zauważyć takiej katastrofy. Jak na Titanicu. Tańczyli, grał kwartet smyczkowy i nagle wszyscy znaleźli się pod wodą. A przecież musiały być jakieś sygnały. U nas pewnie też były. Jakie? No, nie wiem, może to właśnie, że przestaliśmy pić razem herbatę co wieczór. Niby banalne, ale często to jedyna okazja w tej bieganinie, żeby usiąść, zapytać: »A co u ciebie?«. Nie pytaliśmy się siebie o nic już od lat. Co najmniej pięciu” – w myślach przelicza Kasia. Dziś nie wyklucza, że mąż miał romanse. Lekarz, z widokami na karierę. Chirurg, a to działa na kobiety. Na Kasię też działało – w końcu poznali się w szpitalu. Składał jej nogę pogruchotaną w wypadku. Wcześniej trzech ortopedów wieszczyło jej w najlepszym wypadku kule. Chociaż jakby tak dobrze pomyśleć, wdzięczność to chyba nie jest to, na czym powinno się budować związek.
„W zasadzie winą za rozpad mojego małżeństwa można obarczyć naszą-klasę!” – śmieje się Kasia. „To tam znalazłam swoją miłość z czasów szkolnych. Miałam dużo czasu i zaczęliśmy się spotykać. To nie tak, że zdecydowałam się odejść od Stefana dla tamtego. Na początku zadurzyłam się szczeniacko, ale szybko się zorientowałam, że z odgrzewania aż tak starych kotletów można mieć co najwyżej niestrawność. Ale rozmowy z moją dawną sympatią, jego zainteresowanie moją osobą uświadomiły mi, że moje małżeństwo jest ułomne. Chciałam to zmienić”.
„Musimy porozmawiać”, „Znajdź dla mnie czas”, „Chodź, mam sprawę” – na wszelkie próby nawiązania kontaktu Stefan dostawał furii. Wreszcie wykrzyczał Kasi, żeby dała mu spokój. Nie chciała. Przyglądała się ich związkowi coraz uważniej i dostrzegała, że tak naprawdę to ona w nim daje, a jej mąż wyłącznie bierze. Poza sferą finansową. Ale to ona wychowywała dzieci, prowadziła dom, uprzyjemniała mu życie, nie wymagała, podporządkowywała się jego harmonogramowi. Miała dość.
„To z tym rozwodem wypsnęło mi się podczas którejś awantury. Ale Stefan zareagował nad wyraz spokojnie. Że to chyba rzeczywiście jedyne rozwiązanie, ale żebym pamiętała, że on nie da się oskubać. Na początku to było nierealne, sama w to nie wierzyłam. Ale krok po kroku załatwiało się. Na rozprawie pojednawczej mąż się nie stawił – miał wyjazd na żagle z kolegami z kliniki. To mnie utwierdziło w przekonaniu, że jemu na tym związku w ogóle nie zależało. Nie ma sensu marnować swojego życia na kogoś, dla kogo jesteś tylko wygodnym meblem, kolejnym z wielu. Zresztą powiem szczerze: jak już się podejmie decyzję, to jest z górki. Bo wszystko zaczynasz sobie tłumaczyć na jedno kopyto. I gdyby nawet Stefan na klęczkach błagał mnie, żebym do niego wróciła, zamiast się rozczulić, pomyślałabym pewnie: »Co za palant, dobrze, że go zostawiłam«”.
Co teraz? Kasia tego nie wie. Po raz pierwszy w życiu nie jest pewna, co będzie jutro, za tydzień, miesiąc, rok. Kupiła dla siebie i dzieci dwupokojowe mieszkanie, znalazła pracę, choć nie jest ona ani ciekawa, ani dobrze płatna. Nie ma pojęcia, co dalej. „Straciłam poczucie bezpieczeństwa. Przecież miałam wszystko, a dzisiaj nie mam prawie nic. Ale... to też ma swoje plusy. Nie wiem, co będzie, jednak mogę mieć nadzieję, że coś fajnego. W tamtym układzie nie było już nadziei zupełnie na nic”.
Olivia/1.2009
| Dodaj do: |
 | Wykop |
 | Facebook |
 | Blip |
 | Flaker |
| Śledzik |
|
Odsłon: 815 |
|
|
|
|
|